bieżący cel
(słowa na minutęznaki / min.)
0
WPM
poziom
najwyższy osiągnięty cel
0
WPM
dzisiejsza statystyka
ukończone ćwiczenia
0
napisane znaki napisane słowa
0
czas ćwiczeń
0
15m
25m
45m
1h
całościowa statytsyka
ukończone ćwiczenia
0
napisane znaki napisane słowa
0
czas ćwiczeń
0
*dokładność ≥ 90%
poprawnie
(< 90%)
słowa na minutę
(cel)

Ćwiczenie pisania: "Herman i Dorota" Johann Wolfgang von Goethe

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Pełny tekst do ćwiczenia

Ćwiczenie pisania: "Herman i Dorota" Johann Wolfgang von Goethe

zamknij i zacznij pisać
Ledwo wszedł do gościnnej komnaty dorodny młodzieniec, Pleban rzucił nań wzrokiem badawczym i bystrym zarazem, Śledząc całą postawę i wzięcie się jego i ruchy Okiem znawcy, co łatwo do głębi umysłu przenika; Potem zwrócił do niego z uśmiechem te słowa poufne: "Coś-bo w tobie spostrzegam dziwnego! Nigdym cię jeszcze Tak wesołym nie widział i tak ruchawym, jak dzisiaj. Żwawy wracasz i rześki, boś pewnie dary matczyne Rozdał między ubogich i zebrał plon błogosławieństw". Na to odrzekł spokojnie młodzieniec słowem poważnym: "Czym rozsądnie postąpił, sam nie wiem; ale mi serce Tak uczynić kazało, jak zaraz dokładnie opowiem. Długoś, matko, zwlekała, szukając i znów przebierając Między starymi szmatami, więc późno dostałem, co trzeba. Gdym nareszcie wyruszył za bramę i wjechał na drogę, Wracających spotkałem mieszkańców z żonami i dziećmi. A tułaczów gromady daleko były za miastem. Wyciągniętym więc kłusem jechałem ku wiosce sąsiedniej, Gdzie wygnańcy odpocząć i szukać mieli noclegu. Kiedym tak szybko i prosto po nowym puścił się trakcie, Z dala ujrzałem tam wóz, z potężnych tarcic spojony, Zaprzężony w dwa silne i rosłe woły robocze, Obok których kroczyła dziewczyna jakaś i zręcznie Kierowała zwierzęty, wstrzymując je lub popędzając. Ledwom zrównał się z nią, dziewczyna ku umie podeszła, Mówiąc głosem łagodnym: Nie dziwcie się, gdy nas konieczność Znagla prosić o pomoc, bo wiele ten może, co musi. Na tym wozie spoczywa małżonka dziedzica, z dziecięciem Dziś powitym; jeżeli w kuferku waszym jest płótno, To zostawcie je mnie, przez miłość Boga i bliźnich. - Tak mówiła dziewica, a jam jej odparł skwapliwie: Dobrym ludziom, zaprawdę, natchnienie z nieba przychodzi, Że częstokroć przeczują niedolę współbraci. Mnie właśnie Matka dziś w takim przeczuciu na drogę dobrała zapasy. - I rozpiąłem tłumoczek, i dałem jej szlafrok ojcowy, i koszule, i płótno; a ona, dziękując, odrzekła: W szczęściu nikt nie uwierzy, że cuda się dzieją na świecie, Bo w niedoli dopiero widomie zacne się serca Ku cierpiącym skłaniają. Niech Bóg wam przysługą nagrodzi! - Więc poniosła mój dar do chorej, a ta, ucieszona, Przerzucała zapasy. Dziewica wtedy jej rzekła: Śpieszmy do wsi na nocleg, gdzie spocząć możemy wygodniej. I skinęła mi głową uprzejmie, i dalej ruszyła. Jam samotny pozostał, z rozterką w myśli, nie wiedząc, Czy pojechać do wioski i tam porozdawać jedzenie Między ubogich, czy tutaj nieznanej owej dziewicy Wszystko oddać, z wezwaniem, by sama rozdział zrobiła. Ale wkrótce powziąłem stateczny zamiar, i wtedy Pogoniłem za nimi i rzekłem: Dobra panienko, Matka mi w powóz włożyła nie tylko starą bieliznę, Lecz i zapas żywności; niemało jej u mnie w tłumoku. Więc ją złożyć zamierzam do waszych rąk; wy rozdacie Wszystko według potrzeby, a ja bym się rządził domysłem. - Na to dziewica: Uczynię sumiennie, jako żądacie; Niech dobroczynny wasz dar prawdziwie zgłodniałych posili. - Rzekła tak. A jam szybko otworzył tłumok i wyjął Szynki potężne, i chleby, i wino, i piwo, a ona, Wszystko to razem złożywszy na wozie, u nóg położnicy, Odjechała... I jam też pośpieszył z powrotem do miasta. Ledwo Herman zakończył opowieść, aptekarz rozmowny Zabrał głos i zawołał: "Szczęśliwy, kto w dniach niepokoju Sam na świecie, bez żony i drobnych dziatek gromady, Co się tulą do niego i trwożnie wzywają pomocy! Dziś niedobrze być ojcem. Ja dawno już mam odłożone Rzeczy najkosztowniejsze i trochę gotowych pieniędzy, Na przypadek ucieczki. Niech tu prowizor zostanie Przy aptece; najłatwiej się schronić, gdy człek niezwiązany". Na to Herman się wnet odezwał z przyciskiem: "Sąsiedzie, Nie podzielam ja wcale tych obaw waszych przesadnych. Czy szlachetny to mąż, co w smutku albo w radości Myśli tylko o sobie, nie dzieląc doli, niedoli, Z tymi, których pokochał? Ja właśnie dziś bym się prędzej Do małżeństwa nakłonił; bo w takich czasach kobiecie Trzeba opieki, a znów mężczyźnie weselej z niewiastą". Dobrze mówisz, Hermanie - rzekł ojciec - za to cię lubię; Tak rozsądnych wyrazów już dawno-m z ust twych nie słyszał". Ale matka w te słowa schwyciła wątek rozmowy: "Synu, że słuszność z tobą, niech świadczy przykład rodziców; Myśmy się także pobrali nie w chwilach radości, lecz w smutku. Pomnę, lat temu dwadzieścia, w niedzielę, podczas posuchy Wybuchł straszny ów pożar, co miasto obrócił w perzynę. Ludzie święto spędzali po wsiach, po karczmach i młynach, Gdy krzyknięto na trwogę. Płomienie się szybko szerzyły, Chłonąc w prawo i w lewo to domy, to spichrze ze zbożem, Bo nie było tam komu ratować, i wody zabrakło. Zgorzał rynek, a z nim domostwo naszych rodziców, Z cała prawie chudobą. Jam z płaczem noc przesiedziała. Strzegąc skrzyń ocalonych, i gratów, i wiązek z pościelą. W końcu zmorzył mnie sen, a gdy o chłodzie porannym Wschód mnie słońca rozbudził, ujrzałam dym i pożogę, Mury wpół obalone i czarne, sterczące kominy. Serce się w piersi ścisnęło; lecz słońce weszło wspaniale, Budząc w duszy zwątpiałej otuchę. Zerwałam się szybko I pobiegłam ku gruzom naszego domu, zobaczyć, Czy nie znajdę swych kur, bo byłam jeszcze dziecinną. Kiedy tak przełaziłam przez belki i zgliszcza dymiące I stanęłam ze smutkiem na gruzach rodzinnej siedziby, Tyś nadchodził, ojczulku, z przeciwnej strony, szukając Konia, co ci go pożar zasypał; głownie tlejące Wkoło stajni leżały, lecz zwierza nie było i śladu. I tak chwilę na siebie patrzyliśmy smutnie i łzawo, Bo runęła przegroda dzieląca nasze podwórza. Potem ty mnie ująłeś za rękę, mówiąc: Elżbieto, Co tu robisz? Odejdźmy, bo gruz podeszwy ci spali. I chwyciłeś mnie w pół i niosłeś przez swoje podwórze, Aż do bramy sklepionej, co jedna, nietknięta pożarem. Stała tak jak dziś stoi, i mimo wzdragania się mego, W czoło-ś mnie pocałował i rzekłeś te słowa znaczące: Patrz, mój dom jest zniszczony. Dopomóż mi go odbudować, A ja za to nawzajem i twemu ojcu pomogę. - Jam cię nie zrozumiała; aż matka twoja do ojca Przyszła w swaty, i wkrótce się związek skojarzył serdeczny... Nieraz dziś jeszcze radośnie wspominam ową pożogę I wspaniały wschód słońca, bo dały mi męża dobrego. Więc ci chwalę, Hermanie, że z taką ufnością dziecięcą Mówisz nam dziś o miłości, pomimo czasów burzliwych, I że chciałbyś się nawet ożenić, nie bacząc na wojnę". Na to znów się gospodarz odezwał skwapliwie i żywo: "Dobre są to zasady, i twoja opowieść, mateczko, Słowo w słowo prawdziwa. Lecz zawsze: co lepiej, to lepiej! Nie każdemu sądzono zaczynać zawód z niczego I mozolić się w życiu, jak nam to za młodu przypadło. Ileż szczęśliwszy jest ten, co dom rodzicielski zasobny Bierze w dziedzictwo i tylko już myśli o jego ozdobie. Każdy początek jest trudny, lecz najtrudniejszy podobno W gospodarstwie, bo coraz się zwiększa na wszystko drożyzna. Więc spodziewam się, synu, że wkrótce sobie wybierzesz Jakie dziewczę posażne i w dom je ojca wprowadzisz. Toć młodzieniec uczciwy, jak ty, wart żony majętnej, A przyjemnie to bardzo, gdy razem z serca wybraną W dom ci w kufrach i koszach dostatek wchodzi wszelaki. Nie na próżno się krząta troskliwa matka, gromadząc Dla swej córki wyprawę w bieliźnie cienkiej i szatach; Nie na próżno ją chrzestni sprzętami darzą srebrnymi, A grosiwo na posag gromadzi ojciec w szkatule; Bo tym wszystkim dziewica ma kiedyś ucieszyć młodziana, Co wśród wielu ją wybrał na życia swego wspólniczkę. Potem, jakże to miło, gdy żonka w nowym swym domu Własne sprzęty znajduje i w kuchni, i w izbach; gdy sobie Łóżko własną pościelą umości i własnym obrusem Stół nakryje. Zaprawdę, daleko to lepiej i składniej. Kiedy panna posażna, bo biedną w końcu mąż gardzi I na równi ją ceni ze sługą, co przyszła z węzełkiem. Zatem, synu kochany, pocieszyłbyś starość rodzica, Gdybyś wprędce do domu mojego wprowadził wybraną, Ot tak córkę sąsiada, z zielonej tej kamienicy. Bogacz to niepośledni, a handel i wyrób rękodzieł Coraz go czynią możniejszym; bo kupiec na wszystkim zyskuje. Ma on tylko trzy córki, dziedziczki całego majątku. Starsza już zaręczona, jak wszystkim wiadomo: lecz średnia I najmłodsza są wolne, choć może już nie na długo. Gdybym na twoim był miejscu, to chwyciłbym jedno z tych dziewcząt, Jak przed laty dwudziestu chwyciłem twoją mateczkę".
 
Twoja przeglądarka nie wspiera HTML 5 Canvas.
następny tekst
następna lekcja
Zadanie Wróć do testu
goethe-johann-wolfgang-herman-i-dorota-pl
reklama
zacznij pisać!
wykres ukryj